Katastrofa, czyli zwycięstwo medialne

Wrz 29th Katastrofa, czyli zwycięstwo medialne
Dodano czwartek 29th 5:43:28

Załóżmy scenariusz, którego nikomu nie życzę, ale który przecież każdemu managerowi może się zdarzyć. Katastrofy się zdarzają, wystarczy włączyć telewizor. Te biznesowe, które znajdują łatwą drogę do mediów bywają dość typowe: katastrofa budowlana, pożar, lub inny przypadek, który będzie wiązał się z nagłą stratą firmowego mienia o znacznej wartości. Jeśli wszystko idzie źle, dodatkowo pojawiają się ofiary wśród pracowników, lub osób postronnych. Możliwa jest również, masowa wada produktu, która staje się niebezpieczna dla użytkowników – zatruta żywność, błąd w produkcji leków, samochody, które przez przypadek nie najlepiej hamują i trzeba je w dużej ilości naprawić, telefony, które wybuchają i wszelkie inne niebezpieczne dla naszych Klientów błędy produkcyjne. Całkiem realne jest również nagłe uwikłanie przedsiębiorstwa, lub jego istotnych pracowników w jakąś aferę gospodarczą, często połączone ze spektakularnie przeprowadzonym aresztowaniem.

We wszystkich takich przypadkach służby prasowe, działy marketingu i agencje współpracujące z przedsiębiorstwem ostro biorą się do pracy starając się minimalizować straty. Naturalną cechą działania w stresie i deficycie czasowym jest wtedy skupienie się na treści przekazu, bez zwracania uwagi na sposób podania treści i podjęcia próby uzyskania również pozytywnego efektu działań antykryzysowych, jeśli jest to możliwe.

Naturą kryzysów jest ich niespodziewane i nagłe występowanie. Warto się jednak przygotować, przewidzieć jakieś ramowe scenariusze, mieć przygotowane schematy działania i wiedzieć, kto ma podejmować decyzje, zachowując przy tym odpowiednią hierarchę służbową, ale też dając ciężko pracującym marketingowcom jakąś alternatywę w przypadku, kiedy do jedynej osoby decyzyjnej nie można się zwyczajnie dodzwonić.

W dalszym ciągu nikomu kryzysu nie życząc, pozwolę sobie zauważyć, że wielu szanowanych Prezesów chciałoby zobaczyć przed swoim gabinetem kolejkę dziennikarzy, albo bardzo fotogeniczny las mikrofonów wszelkich możliwych stacji radiowych i telewizyjnych chaotycznie ustawionych na stole w sali konferencyjnej. W normalnych warunkach, kiedy wszystko idzie dobrze, w zasadzie to niemożliwe.

Za to kiedy za oknem dogorywa nasz nowo zbudowany magazyn dogaszany przez strażaków z kilku sąsiednich powiatów, mamy niemal gwarancję, że samochodów telewizyjnych będzie co najmniej tyle, co tych ze sprzętem gaśniczym.

To bardzo ważny moment dla przedsiębiorstwa. Każdy kryzys można bowiem nie tylko efektywnie i z możliwie małymi stratami rozwiązać, ale również wiele na nim zyskać. Oczywiście nie namawiam nikogo do podpalania hali fabrycznej, żeby zainteresować naszymi produktami stacje telewizyjne. Jednak każde wystąpienie przed kamerami można rozegrać bardzo dobrze, lub trochę gorzej.

Trzymajmy się przykładu płonącej hali fabrycznej. Oto bowiem typowy obrazek telewizyjny – Prezes Zarządu, najczęściej spontanicznie zrzucając krawat, albo nawet zakładając sportową kurtkę, lub czasem jakiś roboczy kombinezon i kask stoi dziarsko na posterunku i sam zarządza akcją ratunkową. W tle węże strażackie i dopalające się zgliszcza. Zgliszcza firmy, której nazwa w czasie całej wypowiedzi widnieje na żółtym pasku u dołu ekranu.

W tym czasie 10 innych zakładów tego samego przedsiębiorstwa w całej Polsce i 3 hale stojące obok tej, która się zapaliła, pracują normalnie. Kiedy wyprosimy w jakiejś stacji telewizyjnej, żeby chciała zainteresować się naszą działalnością, ekipa przyjeżdża na miejsce i często to oni reżyserują obraz. W sytuacji kryzysowej wszystkie media biegną na wyścigi chcąc mieć najlepszy materiał i nikomu nie przyjedzie na myśl Prezesa ustawiać tak, żeby logo firmy nie było dominującym fragmentem kadru. To właśnie jeden z prostych sposobów sterowania przekazem.

Wystarczy ustalić miejsce pracy kamer tak, żeby zostały zmuszone do pokazania w tle nie tylko pożaru, ale również naszej nietkniętej i spokojnie pracującej infrastruktury. Wystarczy podpowiedzieć Prezesowi, żeby nie tylko pochylił się nad losem ofiar pożaru, ale również uspokoił kontrahentów i Klientów, że przerw w dostawie nie będzie, bo nie spaliła się cała firma, a tylko jej niewielki kawałek.

Jeśli takiego ujęcia nie da się znaleźć – może lepsza będzie ścianka z dyskretnym logo firmy i mapą lokalizacji wszystkich zakładów? Obecność logotypu firmy w kadrze warto oczywiście przemyśleć, bo to on połączy się w umysłach widzów z katastroficznym obrazem w tle…

Mam nadzieję, że przekonałem Was nie tylko do tego, że w sytuacjach kryzysowych można wiele wygrać i równie dużo przegrać, ale również, a może i przede wszystkim do tego, że na takie sytuacje warto się przygotować, opracowując plany kryzysowe, pamiętając o ich nieustannej okresowej aktualizacji. Kryzysy nie zdarzają się często, za to bardzo często w przedsiębiorstwie nie ma ludzi, którzy się na tym znają. Nie dlatego, że macie słabe kadry, ale takie kompetencje nie są Wam na stałe potrzebne, więc to typowy przykład aktywności, w której warto zasięgnąć rady specjalistów, którzy niejeden kryzys już przechodzili i wiele z nich zamienili w medialne sukcesy.

Autor: Rafał Garszczyński, Ekspert Secution

Secution Sp. z o.o

  • ul. Grzybowska 87
  • 00-844 Warszawa
  • NIP 5272776846

 

Newsletter

Materiały eksperckie będą wysyłane w cyklach miesięcznych. Zapraszamy.